GALERIA SZPRYNGLI FIZJOLOGICZNYCH  (Pierwsza edycja)
Z "odautorskim" bredzeniem bez nijakiego nieraz sensu, co się czasem nazywa komentarzem,
lub jakoś podobnie, czyli usprawiedliwianie mentalnej mizerii pseudoartystyczną expresją
z samych niby bebechów nieskończoności wypływającą.
Oryginalne texty  raczej dla lubiących babraninę w pewnych psychiatrycznych zewnętrznościach...

 Pozostałe części można oglądać klikając na:     Druga edycja  lub,   Trzecia edycja
 


OSTATNIA WIECZERZA

Przypowieść filozoficzna o rozkoszach
wspólnego obżarstwa i radosnych aktach
rzygania po stołach,
nie poświęcona nikomu.

 


ŻYCIE CYKLICZNYM ZBIEGIEM OKOLICZNOŚCI

Obłęd sakralno - paranoiczny z powietrznym motywem
kulinarnym w chacie nad jeziorem się czający.
Obrazek poświęcony zmianom z okazji
nadchodzącej jesieni.


DYPLOMATYCZNE  UŚCISKI

Spięcie w mózgu, bałagan w oczach.
Kompozycja z serii Szpryngiel - Faza,
o upadku pewnych formuł dyplomacji
na szczeblach niższych.


ADAM KTÓRY WZIĄŁ SIĘ POD BOK...

Obrazek niejasnych aluzji z elementami
Freudowskiej ikonografii, poświęcony
zbieraczom puchu w 44%

 

 

 OSTATNI TRANS MISTRZA ŚWIĘTA PRACY

Obrazek wyczynowo - krajoznawczy
z elementami łonowych pagórków + ślimaki
w zalewie octowej.
Poświęcony celebrantom świąt wszelakich

 


GALERIA SZPRYNGLI FIZJOLOGICZNYCH
(druga edycja)
Następna odsłona z serii onirycznych fotografii nierzeczywistości  uczynionych przy pomocy piórka i tuszu, oraz inspiracji zupełnie qrwa nie a propos. Pokazujący się na rysunkach tekst jest komentarzem, lub objaśnieniem intencji autora, nie należy jednak zbyt wnikliwie go studiować, chyba że ktoś lubi patologiczne bredzenie i szuka w tym jakichś ukrytych sensów, no to jego strata. ,,...Serce zanudzisz, duszę zgubisz i wrócisz do domu jak flak..." pisał kiedyś ktoś o górskich wycieczkach na Słowację, dzisiaj ten tekst dobrze pasuje do prezentowanych tu obrazków. Osobom preferującym mentalny autosadyzm, czy innym, czerpiącym radość z cudzego nieszczęścia, szczerze polecam
 


 KOMPOZYCJA Z ŁABĘDZIEM

  Kompozycja fantasmagoryczno-antropomorficzna z elementami
  szału figuralnego, bardzo ładna i bardzo przyjemna dla oka.
  Niestety niska (webowa) rozdzielczość tego projektu,
  sprawia że istotne detale są mało, albo wcale nie widoczne.
  Niema na to rady.
  Ogólne wrażenie, mimo wszystko, jest zadowalające!
  Rysunek przedstawia kanibalistyczną ucztę z czasów pierwszych
  chrześcijan, na tle sielskiego pejzażu, przy dobrej pogodzie,
  i akompaniamencie znakomitej muzyki klasycznej.
  Może przedstawiać cokolwiek lub nic zgoła, kwestia
  indywidualna. Wszelkie sugestie w tej materii są zupełnie
  niepotrzebne.
  Sam Sobie Sterem, Żeglarzem , Okrętem, to się wzbija
  to w głąb wali, nie lgnie do niego fala... no i dobrze mu tak.
 
  Kto powiedział że, dotyk jest pierwszym krokiem do
  kanibalizmu?


...JAKI ŁADNY WIECZÓR...

 Kompozycja gastronomiczna z elementami ,,Przeczucia wojny domowej"
 oraz perspektywicznym rzutem głównego Fafuata, ojca Pungentego
 posiadająca, zapomniany już dziś szlaczek, bez którego byłoby...
 tak sobie.
 Niestety, żadnych dodatkowych informacji nie udało się
 uzyskać, gdyż autor pogrążony w depresyjnej fazie psychozy
 cyrkularnej, nie raczył wydać z siebie żadnego sensownego
 dźwięku.
 Tym czasem na miejskim skwerze pięknie zakwitły prymulki
 a liliowy zachód słońca nad górami....
 W ogóle zachód słońca to jest coś- powiedział Waldek Jarzembowski
 puszczając pawia na damy... i huzary, a także na okoliczne przybory
 gastronomiczne, przez co następne zdarzenia, stały się mało
.apetycznymi. Nieszczęsny Waldek straciwszy całkiem kontenans i
 poczucie sensu zmarł nagle, jakieś dwa lata później.


 MAURÓW ROZDZIAWIONE MORDY

 Nie bardzo właściwie wiadomo o co chodzi, tym bardziej że
 niebo niebieskie nad nami, a w nas coś śmierdzącego
 (nie tak jak u Kanta), jakieś gówniane zachłyśnięcia,
 nie istotne pożądania, brak znamion fizjologicznej czynności mózgu,
 tylko trwanie bez celu, bydlęce zapatrzenie w nie znaną dal,
 oczekiwanie na coś, co przyjdzie nagle i zmieni w rajski (co najmniej)
 ogród, stojące, cuchnące bagno, codziennej  ,,egzystencji".
 Jednak ta chwila nie przyjdzie niestety.
 Obrazek geopolityczny poprzedzony banalnym mementem,
 opowiadający historię wyprawy szewca i krawca na wschód,
 w celu nawrócenia pogan na spodnie i buciki sznurowane.
 poświęcony przez arcybiskupa Kaliningradu w 25-tą
 rocznicę ustanowienia czeków podróżnych.

                                 


               

                                                                                               DO GÓRY


 ROZWYDRZENIE FORM BEBECHOWYCH

 Kompozycja portretowo - gastryczna z elementami erotycznych
 zwidów, przedstawiająca implikacje miejskich rozkoszy intelektualnych
 w postaci niezobowiązującej rozmowy,( nonszalancki gest
 papierosowy włączając), i wnętrznościowych trendów
 autoironicznych z nieuzasadnioną chęcią przezwyciężenia fizjologii.
 Kompozycja poświęcona ćwiczącym przed lustrem gesty do
 sytuacji, które nigdy się nie zdarzą.


 IGRASZKI MORSKIEJ SYLFIDY

 Obrazek pod tytułem Igraszki morskiej Sylfidy z XVIII-sto
 
wiecznym potworem morskim, oparty częściowo na
 precedensie biurowym, który to sam autor swego czasu wytworzył.
 Dziś nie wiadomo gdzie się skończył tytuł tego dzieła, jednak
 wiadomo na pewno że jest ono (to dzieło) poświęcone św. Tomaszowi
 który, wypełzł na dach, żeby popatrzeć sobie na zachód słońca,
 W rzeczywistości jednak, obserwował pogrążające się
 w próżni fioletowe płatki i próbę złota nr 19.
 Nie trzeba było tego robić, tym bardziej że, długie wieczorne
 cienie dało się obserwować z dowolnego włoskiego
 balkonu, których wiele pojawiło się w mieście zeszłej nocy...
 Aha! Potwór jest oczywiście drapieżny, a Sylfida, jak
 to Sylfida- wszyscy wiedzą


GALERIA SZPRYNGLI FIZJOLOGICZNYCH
 (trzecia edycja)

Trzecia część, z kolekcji kilkudziesięciu obrazków, zaliczanych do pamiętnikarskiej
alchemii psychopatologicznej, powstałych na skutek i w związku z użytkowaniem substancji zwanych
eufemistycznie pycho aktywnymi i badania wpływu tychże na zdolności percepcyjne autora.
                                                                                                                                                                  
DO GÓRY


   NOC WALPURGII

Niestety, ostatni szpryngiel (dość ostry) ze spadającą bardzo gwałtownie tolerancją.
Teraz przerwa i parę dni lokalnego zawieszenia.
Jest mimo wszystko jakieś wyjście, nie zawsze wybierane jest zło (konieczne)
Jestem człowiek, nad - człowiek, moje antyprotony jako kalkomania na lodówce.

Ty tak, ale oni - nic!

Mówią, że zło jest nadmiarem dobra, to miła dla mych uszu definicja,
mówią też wiele rzeczy, które są mniej przyjemne (za dobre?), a na końcu
mówią słodkie dobranoc i to może zabić
 - niech zabije.

Kompozycja końcowo - odlotowo - oczasta pt. Lotnicze sny spadające wprost
do starożytnego sedesu, mlaskające przy tym  z niekłamanego zadowolenia
wywołanego chlebem świeżym z konfiturami, lub czymś podobnym.

                                                                                           Ph + Ca

 


   MSZA H - MOL

Codzienne, poranne obrzydzenie do siebie, nie pozwala mi, pani doktor,
kontrolować nieboskłonów.
Tymczasem muszę wyznać, ze jest mi fantastycznie i
chyba wracam do dawnego pojmowania zjawisk.
Chciałbym żyć zupełnie po nowemu.

Załączam ukłony...

 

 

Maxymalna kompozycja  phenybarbitalowa, dwuczęściowa bez precyzyjnej
konwencji, zatytułowana - cześć górna - Ostateczne wygnanie z raju dwojga (?)
pedałów, którzy w końcu stopili się w jedno, nic sobie z tego nie robiąc,
oraz - część dolna - Chuć jako składnik mszy, bez której rzecz cała
nie mogła by się odbyć.
Inaczej - broda, bez łokci zanurzona w misterium.

 


   POGRZEB...

Potwornie już znudzony jestem stosunkami panującymi tu i ówdzie, nie wiem
co zrobić, żeby przełamać, żeby rozprzestrzenić się... nie wiem w jakim,
niech będzie w dowolnym kierunku  Zupełna depresja zewnątrz pochodna
dopełnia tzw. "czary goryczy" a na dodatek azyl dla obłąkanych jest
zbyt daleko, wódki też już pić nie chce.
Dużo czasu przeszło zmarnowane
Próbowałem to zrobić, ale strach i ból sparaliżowały mnie.
Uznam to za dawno niebyły wypadek i tak zaokrąglę całą sytuację.
Moja trumna płonie na Placu Wolności.


To jest chamstwo, a nawet nieładnie, tak mnie pogrążać z powodu
jakiegoś Kaśkowca.
Kompozycja zło-nastrojowa pt. Adam, który obserwował domniemane palenie
człowieka z nikąd, który na skutek złego nastroju nie miał ochoty na rozmowy
i chciał pokonać ból, który pokonał jego.

 

                                                                      3+2xPh+4xMd-0,5+ca


   MASTER of REALITY

Teraz tylko specjalne okazje, koniec ze "spontanicznością" pod byle jakim
pretextem.
Tym razem pretext musi być niezwykły, stany amentywne, czy cholera wie
jakie jeszcze o piekielnym jednak natężeniu. Bez tego nie wolno kreski postawić.
Więc dzisiaj wyjątkowo, z nudy, na małym szprynglu, takie sobie reflexsje.

 KONIEC ADAMA...!

 

Kompozycja pt. Ostatni występ Adama, jako króla marionetek w jakimś nieopisanym
bajzlu dla nie wiadomo kogo, wśród twarzy dobrze sobie znanych i zupełnie jeszcze zadowolonych mimo wizji ponurej przyszłości.

 

Mdx5a0,5 + Mdx3 + Ca i luźne ploty przy drutach w szmaragdowej zieleni
(też pamiętam podwórko i szkołę)

 

 

   KOMPOZYCJA ALKOHOLICZNA

Nieraz się zdarzy, że okażesz się dla siebie samego kimś zupełnie obcym.
Co ma powiedzieć Maria, śledząc zapylanie koralowej popielniczki?
Myślę, że ona wie i ty to wiesz też.

Niewyraźne pismo, nie gwarantuje postępu,  coś co przesiąknęło na
druga stronę nie liczy się również.
Można z tego ewentualnie zrobić pasztet, albo pieczeń rzymską.
Reminiscencje dnia - kropka z prawego boku.

Kompozycja czysto alkoholiczna pt. Adam jako kapitan nieznanego okrętu
przygląda się z pobłażaniem nieznanym brzegom, na których tytan nadludzkiej siły przygląda się sobie z nieukrywanym wstrętem, (onanizując się przy okazji)

czysta wóda po nowej cenie + wino nędznej jakości, pozostające jednak markowym

 


 

                                POWRÓT                                                                                    DO GÓRY