Jest to strona na której prezentowane będą wypowiedzi Leona Girtaka,
wywiady, artykuły, fragmenty radosnej twórczości, a także texty znanych,
uznanych i  znajomych, które sam Leon Girtak uważa za dobre.
Zapraszamy do lektury, życzymy miłych wrażeń.


Można oczywiście komentować, opiniować, puszczać pawie, odnosić się i nawet dodawać sugestie.
Należy to robić zbiorczo, podając tytuł artykułu do którego recenzja się odnosi. Autor nie widział potrzeby
komentowania każdego wpisu z osobna, a jeżeli tak , to zamieścił, autor, nie wpis, stosowny link.
Należy kliknąć na i... wpisać co się tam komu podoba.

..................................................................................................................................
  MOTTO:

,,O wy, znikomo małe fakty,   
  W nieskończoności czarnych żądz,
  O jakże marne są te wszystkie akty,
  Tych, co się puszą, karki swe gnąc....."

...........................................................................................................................................................
  NA STRONIE:

 
Artykuły są numerowane w kolejności powstania (bezkrwawego), czyli nr 1 jest na samym końcu strony.
 Żeby wyświetlić od razu pożądany artykuł należy kliknąć na zakładkę poniżej.

    wywiad
    o konteststorach
    3  co autor chciał....,
    4  o religiach
    


...........................................................................................................................................................
Tow. Abramowski:
-Mówią, że nie jesteś za bardzo religijny.
Leon Girtak:
-No, faktycznie, to prawda. Nie specjalnie porywają mnie zinstytucjonalizowane formy kultu,
ani też nie jestem fanem obrzędowości, Wydaje się, że z wiarą w ogóle jest tak, że na początku jest ona prawdziwa i spontaniczna
ze wszystkimi cechami czystego przeżywania mistycznego i wszystko jest bardzo pięknie dopóty,
dopóki nie zabiorą się za to przeróżnej maści „specjaliści”
Objaśniacze pism, czy inni szołmeni, którzy na potrzeby spektaklu wymyślają coraz mniej jasne reguły.
Zaczynają się pojawiać jakieś dziwaczne formy, jakieś egzotyczne rytuały,
czy coraz bardziej wymyślna symbolika,  puchnie obrzędowość,
pojawiają się jakieś niesłychanie istotne przepisy, które zaczynają regulować życie potencjalnych wiernych,
w sposób jak najbardziej sztywny i nie dopuszczający do odstępstw.
Czyli inaczej im mniej zrozumiale tym lepiej.
Oczywiście rzeczywiste korzyści z tego stanu czerpią ci, którzy to wszystko wprowadzili w czyn i trzymają za mordę przerażoną tłuszczę.
Niestety wiele interesujących idei zostało w ten sposób, zmarginalizowanych i niestety też, wiele zostanie w przyszłości.
Ktoś kiedyś powiedział:
„…Tłum jest głupi i łatwowierny, tajemniczość i cudowność przemawia do przekonania,
podczas gdy naga prawda nie miałaby dlań uroku; Umysł jego musi być wstrząsany
widokiem rzeczy niezwykłych, żeby dał się powodować...”

Te parę słów najlepiej oddaje istotę rzeczy, dzisiaj w znakomitej większości systemów religijnych
Boga już dawno niema, nie ma też prawdziwej wiary,
pozostał pusty balon rozdętej ponad miarę obrzędowości

Wybrał: tow. Abramowski
........................................................................................................................................................................

Tow. Abramowski:                                                                    eng. ver.
Często pytają cię ludzie, co przedstawiają twoje prace?
Leon Girtak:
-Tak, dosyć często, niestety nie mogę spełnić oczekiwań i udzielić zadowalających informacji,
dla tego często, a właściwie zawsze są, niezadowoleni, jeżeli nie chcą być niezadowoleni niech nie pytają.
Kiedyś starałem się wynajdować prawdopodobnie zadawalające odpowiedzi,
wykonywałem jakieś karkołomne akrobacje słowne, jakieś możliwie egzotyczne zestawienia pojęciowe,
ale to nie miało nic wspólnego z istotą rzeczy. Bardziej służyło wywołaniu wrażenia na paniach,
niż rzeczywistemu wyjaśnianiu tematu pt.,, obrazek, jaki jest, każdy widzi”
Z resztą robienie wrażenia w ogóle, a na paniach w szczególności jest głównym motorem tworzenia czegokolwiek,
stanowi bowiem substytut innych działań pozytywnych. Niektórzy wolą robić wrażenie na panach, ale to jest inna sprawa,
chociaż dla sztuki nie mniej istotna.
Twierdzę, że rozkładanie sztuki na czynniki pierwsze niczemu nie służy, w ogóle nie ma sensu i jest raczej usprawiedliwieniem
dla działalności krytyków zawodowych, którzy z tego żyją, dla normalnego widza niema to żadnego znaczenia,
a co więcej dezorientuje i wprowadza bałagan w indywidualne postrzeganie sztuki.
Zupełnie nie do przyjęcia jest, kiedy publika bezkrytycznie przyjmuje opinie recenzenta za własną,
bez indywidualnej oceny, wtedy krytyk zastępuje artystę bredząc już zupełnie bez żadnego umiarkowania
z poczuciem misji i własnej wyższości. W myśl zasady – im głupiej tym lepiej.
Generalnie rzecz ujmując, jeśli chodzi o moje prace, to przedstawiają to, co widać i nic więcej,
jeżeli zaś ktoś sobie życzy, to bardzo proszę niech wymyśla sobie ukryte sensy, zastanawia się nad kreską,
ocenia kontrasty, wychwytuje aluzje, poddaje pod wątpliwość, smuci się lub raduje, to jest sprawa odbiorcy i tylko jego,
nie ma się, co oglądać, na to, że ktoś tam coś powiedział, czy napisał.
Jeżeli ktoś mówi - Leon, rzygać mi się chce jak na to patrzę.
To zgoda, to jest dobrze, znaczy, że działa i działa na niego(nią) akurat tak, inna sprawa jest, jeśli mój zamiar był inny,
ale to jest kwestia drugoplanowa, najważniejszy jest odbiór indywidualny.
Jednak dodajesz opisy:
-Tak, ale to są zupełnie oderwane rzeczy, to niema odniesienia wprost, to jest jakby inna forma wyrazu,
inna propozycja, obraz malowany literami. Nie należy czytać tego dosłownie, może chodzi mi o spotęgowanie nastroju,
nie wiem, nie chcę tego definiować, tak jest dobrze, tak ma być.
Zresztą to nudne jest strasznie, nie mówmy już o tym…


Wybrał tow. Abramowski

....................................................................................................................................................................

Leon Girtak, o kontestatorach:                                                 eng.ver.

,,...Na początku jest autentycznie, świeżo, nowatorsko, dynamicznie i bez kompromisowo.
Potem robimy się coraz bardziej akuratni, profesjonalnie poprawni, zaczynamy wszystkich lubić,
zaczynamy do wszystkich ładnie się uśmiechać, zapraszają nas, pytają o zdanie, kiwają głowami
ze zrozumieniem, odwdzięczamy się uprzejmością i jest nam coraz lepiej.
Granice za które już nie wychodzimy są coraz ciaśniejsze.
Dalej, chcemy  się tylko podobać, chcemy, żeby każdy był zadowolony, chcemy, żeby krytyka była już
tylko przychylna, najlepiej entuzjastyczna.
na koniec z radością odbieramy nagrody od tych, na których  wcześniej pluliśmy.
                                    . . .
Ponieważ każdy artysta potrzebuje publiki tylko dla tego, że to ona płaci
za jego pomyślność, nie powie przeto: włażę wam w dupę, bo potrzebuję waszych pieniędzy.
zamiast tego mówi - KOCHAM WAS!..."

Wybrał tow. Abramowski
.......................................................................................................................................................................

                                                                                                                          eng.ver
Oto fragmenty wywiadu udzielonego reporterce jakiejś gazety,
nazwiska reporterki ani nazwy gazety nie podajemy ze względu na niechęć     
do darmowej reklamy komercyjnych mediów.                                                          

 

HALINA ANTOSZEWSKA

Co było inspiracją do powstania twoich prac?
LEON GIRTAK

Czym...?
H.A.

Inspiracją, zaczątkiem, pomysłem.

L.G.

Ach tak, skąd się bierze dziura w serze? Inspiracją jak pani mówi, były różne rzeczy, bądź
sytuacje: sraczka, ból zęba, nuda, zaświatowe tchnienie anioła, albo nic zgoła, tego ni wiem,
zwłaszcza teraz, nawet nie chcę wiedzieć.
H.A.
Pani?... mieliśmy rozmawiać na ty.
L.G.
Tak,ale na tę chwilę to wydaje mi się zbyt pospolite, dzisiaj wszyscy walą sobie na TY, a niema
powodu, żeby tak było i tym razem..

H.A.

A wracając do inspiracji…

L.G.

Inspiracji, kontemplacji, immanentnej koincydencji, co to za okropne słowa, co to kurwa jest?

Namnożyło się,,mądrali”, co na każdym kroku cytują słownik wyrazów obcych, że niby tacy intelektualnie wydolni, że to tak uczenie i interesująco, jeszcze okulary na nos i intelektualista jak z obrazka.

H.A.

Czasem trudno jest znaleźć polskie słowo

L.G.

A kto powiedział, że obce trafnie odda sens, to zazwyczaj słowa wytrychy, za nimi nie ma treści, to tylko pseudo uczone hasła,
 które mają sprawić wrażenie na maluczkich, tymczasem istotnie robią wrażenie, ale na głupcach lubiących tanie efekciarstwo,
natomiast człowiek mądry natychmiast wyczuwa całą sztuczność.

Artyści, z jednej strony chcą być fenomenalnie intelektualni, sprawiać wrażenie boskiej wyższości,
chcą być ponad, w niedosiężnej sferze, a z drugiej chcą być sławni, popularni wszędzie i u wszystkich,
w Luwrze i w miejskim szalecie, ale tworząc hermetyczne słownictwo stają się niezrozumiali dla szerokiej masy,
która popularność gwarantuje. Tak zwane elity, w większości też nic nie rozumieją, ale im nie wypada się przyznać,
więc udają, a rozgadany artycha gada i gada, coraz to nowe głupstwa wynajdując. Na koniec nic już nie tworzy,
bo jest zajęty szukaniem nowych egzotycznych sformułowań i wydalaniem ich w zgłupiałe otoczenie.
Zresztą faktem jest, że dzisiaj nikt już nie ogląda sztuki,,przez oczy”, dzisiaj trzeba wszystko wyjaśnić,
dopowiedzieć do ostatka, stąd to całe zamieszanie.

H.A.

W końcu każda grupa zawodowa ma swoje słownictwo

L.G.

Owszem, ale nie róbmy z gówna nabożeństwa, nikt nie żąda, żeby ściśle techniczne słowa zastępować zrozumiałymi przez ogół,
hydraulicy, czy stolarze mają swój slang, ale używają go między sobą, natomiast tchnięci poczuciem misji,,artyści”
usiłują zjadaczy chleba w anioły przerobić, co za burdel!

H.A.

Wróćmy do tematu…

L.G.

A jaki jest temat?

H.A.

Inspiracje twórcze, Leona Girtaka

L.G.

O Boże, znowu inspiracje, no cóż, skoro nie można inaczej, niech i tak będzie.

H.A.

Chodzi szczególnie o pański,, Diary of madman” co właściwie chciał pan

przekazać skąd pomysł na taką właśnie formę.

L.G.

Nic nie chciałem przekazywać, a w ogóle to nie jest już ,,Diary of madman” ten tytuł

wydaje mi się na tę chwilę mocno pretensjonalny. Tytuł został zniesiony.

To jest zwyczajny pamiętnik, przynajmniej coś w tym rodzaju, tyle tylko, że ilustrowany

I nic szczególnego w tym niema, wielu ludzi pisze pamiętniki.

H.A.

Ale nie wielu w takiej formie

L.G.

To jest rzecz indywidualna, u większości zapiski ilustrowane są kwiatkami, czy innym paskudztwem, a u mnie czymś nieco innym,
natomiast idea jest ta sama, ad perpetuam rei memoriam. Niektórzy mają, nie wiedzieć czemu potrzebę pozostawiania po sobie śladów.

Forma nie ma tu nic do rzeczy, jedni napiszą na murze ZENEK HUJ, inni namalują Mone Lise, jeszcze inni skaczą przez okno. Te wszystkie akty mają jedną cechę wspólną, są ważne tylko dla autorów, natomiast ci, dla których potencjalnie są przeznaczone mają to w dupie i to najczęściej dość głęboko.

Dla tego też uważam, że tworzenie pod i dla tzw. publiki za naiwne, banalne, pozbawione smaku, w złym guście, obrzydliwe i ze wszech miar niewłaściwe.

Istotna twórczość, to zawsze odpryski osobowości, rzecz doskonale indywidualna, więc jeżeli ktoś jeszcze uważa, że
warto tym się cieszyć, to dobrze, jeżeli nie, to trudno, ale jeżeli artysta całą biegłość technologiczną zaprzęga do schlebiania gustom społecznym, to jest zwykły fiut i to przez duże F.

A wracając do formy. Ta forma była dla mnie optymalna w tamtym czasie, stąd tak to wygląda.

H.A.

Uwagę zwracają głównie rysunki, elementy Freudowskiej ikonografii….

L.G.

Ależ ja nie znoszę Freuda. Z całego wstępu do psychoanalizy tylko rozdział o czynnościach pomyłkowych jest interesujący,
cała reszta to suche brednie, nudziarstwo.

Chyba tylko Dali twórczo wykorzystał tą bezpłodną z gruntu idee, czasem mam wrażenie, że
psychoanaliza powstała tylko po to, żeby Dali mógł wytworzyć metodę paranoiczno – krytyczną.

Poza tym nie ma większego sensu. W moich rysunkach niema żadnych odniesień do Freudowskiej teorii.

H.A.

A szuflady?

L.G.

Szuflady? A czy katalog sklepu meblarskiego, to też ukryta aluzja erotyczna?
Czy jeżeli ktoś kupuje patelnię, to objawia tym samym podwójne skłonności seksualne?

Patelnia może symbolizować wg. Freuda, zarówno pierwiastek żeński, waginalny, jak i męski, falliczny.
Czy kupuje patelnię, bo chce, np. smażyć jajka? A czy jajka….itd. Można w nieskończoność.

To jest właśnie główna zaleta teorii Freuda, można wszystko zinterpretować jak się, komu podoba.

Między innymi, dlatego znalazła uznanie w Ameryce, gdzie zapotrzebowanie na wciskanie kitu jest największe.

Szuflady, oraz inne elementy potencjalnie erotyczne nie odnoszą się do Freuda, odniesienie jest całkiem inne,
najczęściej wprost, bez pseudo Freudowskich aluzji.

Oczywiście, jeśli ktoś gwałtem chce, to niech mu będzie, co mi szkodzi, niech sobie każdy widzi co mu się podoba,
ja nie narzucam żadnych kryteriów.

W ogóle rozbieranie sztuki na elementy uważam za niepotrzebne.

Liczy się ogólne wrażenie, cała reszta to,,gówno proszę pani, wprost na szmelc”.

H.A.

Zrezygnował pan z obrazów olejnych, dlaczego?

L.G.

Malarstwo olejne ma niestety poważne wady, które ograniczają zapał twórczy w stopniu

znaczącym.

Mianowicie, rzadko kto chce wynająć lokal na pracownie, bo jak gminna wieść niesie, taki artysta to na pewno pijus, narkoman, dziwkarz, a przynajmniej pedał, więc potencjalne orgie ku zgorszeniu otoczenia nie wykluczone, poza tym jak maluje, to wszystko zapaprze, na pewno nie będzie płacił, no i skaranie boskie, co xsiundz proboszcz powiedzą. Zresztą, jeżeli już się uda, to jest to dość kosztowne. Wpływy ze,,sztuki” nie kompensują wydatków, więc żaden interes.

Malowanie w lokalach zamieszkałych przez otoczenie domowe, jest bardzo uciążliwe ze względu na permanentną potrzebę porządku z jednej strony i bałaganu koniecznego, z drugiej.

Malarstwo, sztalugowe, to jest na pewno brudna robota.

W moim przypadku, malowanie obrazów trwało w nieskończoność, ciągle coś poprawiałem, zmieniałem, przemalowywałem,
trudno mi było skończyć definitywnie, a coraz to nowe pomysły przychodziły, więc postanowiłem to rzucić w cholerę, na rzecz form mniej dekoracyjnych, ale przynajmniej dających się rozsądnie zamknąć w czasie.

Tutaj efekt finalny był za parę minut, a na tym mi głównie zależało.

Chciałem uchwycić możliwie od razu, stany psychiki, bez żadnych kombinacji, bez  rozważań, czy tak, czy inaczej.

H.A.

I udało się?

L.G.

Tak, ja jestem zadowolony.

H.A.

Tylko pan?

L.G.

Ja, może jaszcze ze dwie, trzy osoby, ale to wystarczy.

H.A.

Jakieś plany na przyszłość

L.G.

Tak. Pożyć jeszcze trochę, zestarzeć się i umrzeć.

Kiedyś chciałem być Lindą Evans, ale mi przeszło.

H.A.

Dziękuję za rozmowę.

L.G.

Drobiazg, trzysta złotych się należy……

 

 

Tekst skompilowali: Aurelian Maximus Ossowiecki i tow. Abramowski.

....................................................................................................................................................................